1490834999

Frank Sinatra: 100. rocznica urodzin legendy wróć do aktualności

Redakcja

Gdyby Frank Sinatra dzisiaj żył, miałby 100 lat! Słynnego piosenkarza i aktora uważa się za prototyp prawdziwej gwiazdy. Kochał go właściwie cały świat. Jego pozycji nie nadwątliły nawet obyczajowe skandale i ciągłe doniesienia o współpracy z mafią. Do dziś jego piosenki są śpiewane przez coraz młodsze pokolenia, a on śmiało może być nazwany legendą. Był nią zresztą już za życia.

Urodził się 12 grudnia 1915 roku w niedużym mieście Hoboken w New Jersey. Jego życie to z pewnością materiał na świetną filmową biografię (czy Martin Scorsese w końcu weźmie się za ten temat?) i już pierwsza scena byłaby w niej niezwykle dramatyczna. Poród należał do wyjątkowo ciężkich – noworodek ważył ponad sześć kilogramów. Trzeba było użyć kleszczy, które uszkodziły bębenek w uchu dziecka, a także zostawiły trwałe rany na policzku i karku (Sinatra ukrywał blizny pod grubą warstwą pudru). Mały Frank został tak naprawdę wyciągnięty na świat siłą. Nie oddychał. Lekarz skupił się na ratowaniu matki, która była w bardzo złym stanie. Dziecko wzięła babcia. Nie wiedząc, co robić, w końcu włożyła je pod strumień zimnej wody. Płuca zaczęły pracować, a w pokoju rozległ się tak bardzo wyczekiwany płacz.

Z pomocą mafii

Zafascynowany Bingiem Crosbym Frank od młodych lat marzył o śpiewaniu. Mimo że pochodził z dość ubogiej rodziny włoskich imigrantów, cechował się wielką ambicją, dzięki której udało mu się dostać pierwszy angaż w klubie muzycznym. Miał dobry głos i wyjątkowy, eklektyczny styl, łączący w sobie pop, swing, jazz i big band. Jego kariera rozwijała się w szybkim tempie, co po pewnym czasie wywołało plotki o współpracy Sinatry z mafią – w tamtych czasach kluby kontrolowane były bowiem przez gangsterów. Informacje o niewygodnych znajomościach z Camorrą powracały zresztą przez całą karierę muzycznego geniusza. Rodzina Sinatry pochodziła z tego samego małego miasteczka we Włoszech co Lucky Luciano, jeden z największych gangsterów w historii, i mówiło się, że nie jest to jedynie przypadek.

Mafia miała pomóc Sinatrze m.in. w zerwaniu kontraktu z orkiestrą Tommy’ego Dorseya. Gdy w 1942 roku piosenkarz stwierdził, że chce spróbować kariery solowej, spotkała go niemiła niespodzianka – okazało się, że podpisał niekorzystną umowę z Dorseyem, według której po odejściu z zespołu wciąż musiał odprowadzać szefowi 43 procent swoich zarobków. Ostatecznie odstąpiono od tego. Mówi się, że Dorseya przekonać miał przyjaciel Sinatry, Willie Moretti, który wynegocjował ugodę poprzez przyłożenie mu rewolweru do skroni. Ponoć gangsterzy pomogli też Sinatrze, gdy ten dostał powołanie do wojska po wybuchu II wojny światowej. Oficjalnie uniknął on pójścia na front z powodu uszkodzonego przy porodzie ucha, ale przez wiele lat spekulowano, jakoby zwolnienie ze służby uzyskane było dzięki ogromnej łapówce.

Sinatromania

Te lata to świetny okres Sinatry – stał się on idolem publiczności i jednym z pierwszych, o których śmiało można było powiedzieć "gwiazda pop". Sprzedawał więcej płyt niż jego ulubieniec Bing Crosby. W Ameryce zapanowała prawdziwa Sinatromania. Kochały go kobiety, uwielbiali mężczyźni. Był też jednym z nielicznych, który przekonał do siebie młodzież. W samych latach czterdziestych zaliczył aż 17 piosenek, które dotarły do pierwszej dziesiątki listy przebojów Billboardu. Wielkim przebojem okazała się choćby jego wersja świątecznego utworu "White Christmas".

W tamtych czasach rozpoczął również karierę filmową. Mimo że na jego koncie były głównie niezbyt ambitne musicale, mógł się sprawdzić grając np. u boku słynnego Gene’a Kelly’ego. Krytycy twierdzili, że wcale od niego nie odstawał. Wszystko wydawało się układać jak najlepiej, ale pod koniec lat czterdziestych przyszedł kryzys. Sinatra zaczął mieć problemy z głosem i podczas kilku koncertów nawet go wygwizdano. Wielkim ciosem dla Franka była też śmierć jego wieloletniego agenta, George’a Evansa – zmarł on nagle na atak serca w wieku zaledwie 48 lat. Wreszcie, opinii publicznej nie podobały się doniesienia z jego życia prywatnego.

Kryzys

Muzyk był kobieciarzem. Mówi się, że jeśli spodobała mu się jakaś dziewczyna, nie odpuścił, póki nie poszła z nim do łóżka. Choć nie był zabójczo przystojny, wzbudzał pożądanie swoją postawą. Pewny siebie, bogaty, otoczony luskusem, zapewniał kochankom namiastkę wielkiego świata. Jedna z nich w filmie dokumentalnym o muzyku z tęsknotą wspominała, że dzięki niemu czuła się, jakby była jedyną kobietą na całym świecie. W czasie, kiedy on korzystał z życia, jego żona Nancy siedziała w domu z trójką dzieci. Ojciec odwiedzał ich niezwykle rzadko. Gdy w końcu na światło dzienne wyszedł jego romans z aktorką Avą Gardner, doszło do rozwodu. Część publiczności odwróciła się wtedy od niego, a duchowni z ambony nawoływali do bojkotu jego płyt. On jednak się tym nie przejmował. Wprost oszalał na punkcie Gardner i miesiąc po rozwodzie wziął z nią ślub. Był to wybuchowy, bardzo medialny związek, nazywany romansem stulecia. Nie przetrwał jednak długo. Stale kłócili się i zdradzali, a aktorce w końcu przestało odpowiadać to, że musi utrzymywać męża. Zmagający się z kłopotami zdrowotnymi Sinatra odwoływał wiele występów, aż w końcu propozycje przestały przychodzić. Jego rzadkie koncerty odbywały się w coraz mniejszych salach.

W 1952 roku Gardner zaszła w ciążę, ale zdecydowała się usunąć dziecko. Rok później para ogłosiła zaś separację. Sinatra, dla którego aktorka była największą miłością życia (mówi się, że gdy ta na starość nie miała już pieniędzy, w tajemnicy opłacał jej leczenie), bardzo przeżył to rozstanie. Gdy wydawało się, że wpadł w dołek, z którego nie da rady się już wydostać, zaskoczył wszystkich swoja rolą w filmie "Stąd do wieczności". Był to triumfalny powrót, okraszony przyznaniem mu Oscara dla najlepszego aktora drugoplanowego. "Niebieskooki" znowu był na ustach całego świata.

Wielki powrót

Wielu ekspertów umieszcza "Stąd do wieczności" na listach najwybitniejszych filmów w historii. Otrzymał on 13 nominacji do Oscara, a osiem z nich zamieniło się na statuetki – w tym wyróżnienie dla Sinatry. Wbrew wersji sugerowanej w "Ojcu chrzestnym", aktor prawdopodobnie nie zawdzięczał tego angażu mafii. Tak bardzo zależało mu na odbiciu się na od dna, że zgodził się na pracę za niską stawkę ośmiu tysięcy dolarów. Mimo że początkowo uważano, że nie pasuje do szeregowca Angelo Maggio pod względem fizycznym, on uparcie walczył i zachwycił wszystkich na zdjęciach próbnych. Frank, który ciężko znosił krytykę, tym razem wprowadzał w życie wszystkie uwagi reżysera. Jak sam mówił, znał co najmniej kilku takich prostych chłopaków z Małej Italii, i chciał godnie oddać ich rozterki. Bunt, jaki jest udziałem tego bohatera, został przedstawiony przez Sinatrę z wielką naturalnością. To mocna, poruszająca rola, która na zawsze zapisała się w historii X Muzy.

Dzięki temu występowi Sinatra rozpoczął nowe życie. Publiczność wybaczyła mu. Nawet skandal, jakim było jego małżeństwo z niemal 30 lat młodszą Mią Farrow, uszedł mu na sucho. "Come Fly With Me", "I’ve Got You Under My Skin", "Strangers In The Night" czy jego przebój numer jeden, “My Way", to tylko namiastka jego dyskografii. Dziś te piosenki zna właściwie każdy. Dobrze rozwijała się też jego kariera filmowa – można tu wymienić choćby "Ocean’s 11", "Złotorękiego" i "Przeżyliśmy wojnę". Mimo że Sinatra zajęty był głównie produkcjami z udziałem jego "Szczurzej paczki" (towarzystwo wzajemnej adoracji złożone m.in. z Humphreya Bogarta, Lauren Bacall albo Sammy’ego Davisa Jr. – grali w filmach i nagrywali płyty, ale przede wszystkim dużo imprezowali, również podczas pracy), które nie były zbyt ambitne, zaliczył też kilka naprawdę udanych, chwalonych ról w kinie. Był legendą jeszcze za życia. Wydawało się, że czego by się nie tknął, będzie to wielki sukces.

*

Kochał sławę, pieniądze i kobiety. Jego przyjaciele i rodzina mówili, że chciał mieć wszystko. Był zafascynowany poczuciem władzy – choć przez lata odmawiał odpowiedzi na pytania o kontakty z gangsterami, jego biografowie ustalili, że z pewnością do nich dochodziło (np. słynne spotkanie na szczycie w Hawanie). Nie pozwolił jednak, aby z tego został zapamiętany. Tak naprawdę był człowiekiem zdumiewających skrajności – np. aktywnie włączał się w działalność na rzecz równouprawnienia czarnoskórych. Sam będąc imigrantem, rozumiał istotę tego problemu. Wystąpił choćby w krótkometrażowym "The House I Live In", w którym tłumaczy dzieciakom na czym polega wolność. Regularnie współpracował też z Martinem Lutherem Kingiem.

Nie potrafił zrezygnować ze śpiewania – mimo że dwukrotnie ogłaszał przejście na emeryturę, za każdym razem z niej wracał. W 1993 roku nagrał płytę "Duets", gdzie znalazły się utwory wykonywane z Bono czy Barbrą Streisand. Zmarł pięć lat później, trzymając za rękę swoją ostatnią żonę, Barbarę. Ponoć jego ostatnim słowem było: "Przegrywam". Dla uczczenia jego pamięci oświetlenie Empire State Building zmieniono na niebieskie – tak jak jego słynne oczy.

Zdjęcie główne: kadr z filmu "Sinatra: All or nothing at all" (HBO)

Karol Barzowski

Redakcja

top wydarzenia