"Grobowiec świetlików": Arcydzieło ze studia Ghibli

"Grobowiec świetlików"

"Dziś już takich filmów nie robią" – chciałoby się powiedzieć po seansie "Grobowca świetlików", za którego realizacją stoi Studio Ghibli. Film Isao Takahaty reprezentuje bardziej "przyziemny" nurt w dorobku słynnej japońskiej wytwórni, ale jego dosłowność nie odbiera mu magii charakterystycznej dla dzieł ze studia z Koganei.

Inaczej niż drugi ze współzałożycieli Ghibli, Hayao Miyazaki, Takahata najczęściej osadza swoje historie w jak najbardziej realnym świecie, dalece mniej alegorycznym, ale przy tym nie mniej czarodziejskim. W filmie, który światową premierę miał w 1988 roku, twórca "Powrotu do marzeń" niezwykłość osiąga wprowadzeniem tytułowych świetlików, które dla próbującego przeżyć w okrutnej wojennej rzeczywistości rodzeństwa są namiastką prawdziwej magii. Nastoletni Seita i jego kilkuletnia siostra Setsuko zostają bowiem osieroceni w ostatnich tygodniach II wojny światowej. Ich miasteczko zostaje zrównane z ziemią w bombardowaniu, muszą więc udać się do pobliskiej miejscowości, gdzie mieszka ich daleka ciotka. Krewna nie jest jednak wobec dzieci bezinteresowna i oczekuje od Seity wdzięczności i zapłaty za dach nad głową. Urażona duma chłopaka skłania go do odejścia i zamieszkania w nieco zapomnianym schronie nad brzegiem jeziora. Decyzja ta okaże się niezwykle ważna dla późniejszych losów rodzeństwa.

"Grobowiec świetlików" opowiada przede wszystkim o bardzo trudnej sytuacji japońskich cywilów, ale robi to, pochylając się nad dwójką nieletnich bohaterów. Niczym włoscy neorealiści Takahata w adaptacji powieści Akiyuki Nosaki oddaje głos dzieciom, które na cierpienia niesione przez kryzysową sytuację nie mogły być przygotowane. Miast zajmować się dorastaniem, muszą walczyć o przetrwanie. Ale – jak przekonuje nas "Grobowiec świetlików" – nawet wojna nie potrafi odebrać im radości z codziennych drobnostek.

Jedna z pierwszych produkcji studia Ghibli jest opowieścią pozbawioną demagogii. Takahata nie ucieka się do często spotykanego w filmach wojennych patosu, nie stara się też oszczędzać widza. W "Grobowcu..." znajdziemy wiele mocnych scen, ukazujących ofiary bombardowań w sposób dosłowny, wzmacniający antywojenny wydźwięk tej historii. Powieść Nosakiego oparta była częściowo na jego doświadczeniach, dlatego też dzieło twórcy „Rodzinki Yamadów" tak silnie przemawia do widza, co wzmacnia perspektywa dziecięcych obywateli kraju, który podczas II wojny światowej opowiedział się po stronie zła. 

Obrazy spod znaku Ghibli w zasadzie nie schodzą poniżej poziomu arcydzieła animacji, o czym świadczy ich niezwykła ponadczasowość i uniwersalność. "Grobowiec świetlików" był jedną z pierwszych takich pereł, która przez wiele lat w Polsce znana była jedynie fanom anime. Nareszcie ta kameralna, niezwykle wzruszająca opowieść trafi do polskich kin.
 
[Dawid Myśliwiec]