"Pozwól mi wejść". Świetny horror ze Szwecji

0
Od dobrych kilkunastu tygodni wokół szwedzkiego "Pozwól mi wejść"(Lat den ratte komma in) dzieje się wiele dobrego. Ten szwedzki horror zdobywa spore uznanie fanów i krytyków i jest dziś jednym z wydarzeń w swoim gatunku. Dziś przedstawiamy naszą recenzje tego filmu. Jego premiera w Polsce w najbliższy piątek.

"Pozwól mi wejść" to horror przemyślany i dopracowany potrafiący zmrozić serca widzów niezwykle surowym nastrojem, wykorzystując to tego celu tak szokującą treść jak i oryginalną formę. Nie zobaczymy tutaj tanich i nieco już wyświechtanych chwytów mających na celu podniesienie poziomu naszej adrenaliny - nagłych, głośnych dźwięków, czy też postaci wyskakujących zza rogu. Przerażenie w tej produkcji kryje się w motywacjach i działaniach głównych bohaterów jak również w zabiegach formalnych, czy też w wyborze krajobrazu i scenografii. Przeraża nas pustka surowych, szwedzkich pól pokrytych śniegiem, szarość osiedli mieszkaniowych oraz bezrefleksyjne, mechaniczne zachowania głównych bohaterów. W rezultacie, praktycznie przez cały seans towarzyszy nam dziwne uczucie zdenerwowania i zagrożenia.

Oscar nie jest lubianym dzieckiem - szykanowany, bity i poniewierany w szkole, tłumi w sobie agresję i wrogość wobec świata. Pewnego dnia poznaję tajemniczą dwunastoletnią dziewczynkę, z którą dość szybko się zaprzyjaźnia. Oboje są outsiderami - spotykają się na szarym osiedlu mieszkaniowym, jedynie nocną porą, z dala od wszystkich. W ich miasteczku dochodzi do dziwnych zabójstw - ktoś napada na młodych ludzi i spuszcza z nich krew. Wkrótce stanie się jasne, że w te sprawy zamieszana jest nowa przyjaciółka Oscara i jej ojciec. Co najbardziej przeraża w tym filmie? Być może to, że głównymi sprawcami wszelkich nieszczęść i zła są tutaj z pozoru niewinne dzieci - często dodatkowo obdarzone jakąś niezwykłą mocą. Dorośli w tej produkcji pozostają w cieniu - to właśnie najmłodsi są bohaterami pierwszoplanowymi i, co najważniejsze, najbardziej okrutnymi.

W filmie mamy do czynienia z dwoma źródłami przemocy: fantastyczne i wampiryczne zachowania młodej dziewczynki oraz psychiczne i fizyczne maltretowanie Oscara przez szkolnych "kolegów". Przeraża w "Pozwól mi wejść" brak jakichkolwiek logicznych motywacji, którymi kierują się bohaterowie. Dokonują wyboru i natychmiast go realizują. Nie wiemy dlaczego Oscar jest męczony przez kolegów, widzimy też, jak jego przyjaciółka bez chwili refleksji zabija kolejne ofiary. Zło jest tu przedstawione w sposób surowy, dosłowny, podobnie jak to miało miejsce w "To nie jest kraj dla starych ludzi". Tutaj jednak jest tym bardziej szokujące, że jego inicjatorami są dzieci. Między rzucaniem się do gardła i wysysaniem krwi a maltretowaniem bezbronnego chłopca w szkole nie ma specjalnie wielkiej różnicy. Obie rzeczy przerażają w tej produkcji równie mocno.

"Pozwól mi wejść" nie ocieka hektolitrami krwi, nie ma z nim też klasycznie pojmowanych zjaw czy upiorów (dziewczynka jest bardziej słodka iż wampiryczna). Strach rodzi się w operacjach formalnych, głównie w grze świateł - biały śnieg, ciemne zaułki i wszechobecne uczucie zagrożenia. Widz przyzwyczajony do tego, ze zaraz coś powinno się pojawić, wyskoczyć i krzyknąć, pozostaje nadal jedynie ze swoimi domysłami. Lęk obecny przy oglądaniu tego filmu jest czymś stałym, nigdy nie zostaje jednak odreagowany jedną, na prawdę mocną i szokującą sceną. Cały czas pozostaje stłumiony, podobnie jak złość Oscara na cały otaczający go świat. Surowe, mocne kino grozy, dla lubiących ciągły niepokój, a nie gwałtowne umieranie ze strachu.


Tomasz Piętowski