"Karol, który został świętym": Och, Karol...

Więcej
"Karol, który został świętym"
 
Kiedy Karol został już w kinie papieżem, i pozostał człowiekiem, czas żeby został świętym. Najlepiej przed kanonizacją. Twórcy zrobili wszystko, żeby dotrzymać terminu.

W efekcie dostajemy prościutką, skrojoną pod telewizyjny program edukacyjny historię o wnuczku (wymiennie Andrzej i Kamil Tkacz) i dziadku (Piotr Fronczewski), którzy podczas wspólnej wyprawy w Tatry, „poruszają wiele ważnych dla młodego pokolenia kwestii" oraz – świadomie sięgam po biblijną retorykę – wołającą o pomstę do nieba animację, która opowiada o kilku istotnych wydarzeniach z życia najpierw Karola Wojtyły, a później Jana Pawła II.

Wnuczek Kacper ma 12 lat, szkołę, w której niejaki Rafał prześladuje słabszych, wiecznie zajętą karierą zawodową mamę, tatę-wojskowego, który został już tylko na zdjęciu i komputer, na którym tworzy modele 3D czołgów  i proste animacje o niszczeniu i strzelaniu. Dziadek chce pokazać mu życie bez komputera i za jednym zamachem przemycić do jego serca kilka wielkich wartości, których za młodu nauczył go nie kto inny, jak... Karol Wojtyła. I tu wchodzimy w świat animacji, za który odpowiada włoska ekipa i w którą nadal nie mogę uwierzyć. Ale błogosławieni przecież którzy nie widzieli, a uwierzyli. 

Fronczewski nie schodzi poniżej pewnego poziomu, więc nawet edukacyjną ramotę potrafi wypełnić życiem. O Wojtyle opowiada swojemu filmowemu wnukowi językiem tzw. „młodzieżowym", ale nie rani to uszu i, jak zauważyłam, trafia do młodych widzów – choć największe salwy śmiechu wywołała i tak scena chrapania. Niestety, za każdym razem, kiedy dziadek zaczyna swoją opowieść, wiemy już, że oto zaraz przeniesiemy się w świat komputerowej animacji, wypełnionej woskowymi postaciami bez mimiki, z sinymi twarzami i martwymi oczami, błyszczącymi jak tandetne breloczki i poruszającymi się jak bohaterowie pierwszych platformówek 2D.

Na poważnie zastanawiam się, czy Orlando Corradi, reżyser tych animowanych wstawek, zdaje sobie sprawę, na jakim poziomie stoi animacja 3D w 2014 roku. Bo kinofilski etos każe mi ufać, że przecież nie jest to brak szacunku dla młodego widza... A może taka animacja ma udawać film, który – pod wpływem opowieści dziadka – Kacper zaczyna tworzyć na domowym komputerze z pomocą kilku przyjaciół z klasy? Takie fabularne uzasadnienie na animację zrobioną na kolanie?

To bardzo słuszna idea,  żeby młodym ich językiem opowiedzieć o Karolu Wojtyle. Timing twórcy mają idealny. Pomysł na fabularne połączenie współczesności i historii też dobrze rokuje w kinie familijnym. Niby wszystko gra, ale kina nie ma. Kolejny dowód na to, że nie taka to prosta sprawa z tym kinem.
 
[Magdalena Felis]
  Ocena: 0.0/5
Twoje oceny
Średnia 0 Głosów
Średnia ocena to 0.0 gwiazdek z 5.

 Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy.

 Blogosfera

2015

Obejrzane w 2015

Siłacze

Polska, lata 80. Historia genialnego kardiochirurga, prof. Zbigniewa Religi

Przeznaczenie

Co było pierwsze kura czy jajko? Zasiadając do tego filmu można się pochylić nad tym pytaniem chwilę. Odpowiedzi na pewno nie znamy, a po obejrzeniu filmu Panów Michaela i Petera Spierg pt. „Przeznaczenie” – będziemy jeszcze dalej od odpowiedzi na to pytanie. Ale po kolei.