Święta czwórca

Więcej
 
Kolejna filmowa pocztówka z seksualnych wakacji, tłumacząca, że do pewnych rzeczy ludzie są zdolni jedynie daleko od domu.
 
Niczym Teresa z "Raju: Miłość" Ulricha Seidla, bohaterowie "Świętej czwórcy" Jana Hrebejka wyruszają na Karaiby z planem ulepszenia swojego życia. Jadą tam nie całkiem na leniwe wakacje w promieniach słońca, bo Ondra i Vitek dostali pracę daleko od domu. Obowiązki zawodowe szybko spadają jednak na margines w obliczu innych podniet wyjazdu. Jego celem staje się reset życia seksualnego obu panów i ich żon, dzielnie towarzyszących im w wyprawie i jeszcze nieświadomych jaki plan mimochodem uknuli ich małżonkowie. Chodzi bowiem o to, że obie pary dzieląc się między sobą troskami i sekretami, wyznały sobie kompletny brak satysfakcji z małżeńskiego pożycia. Gdy więc ostatni bastion intymności upadł na jakiś czas przed wyjazdem, na Karaibach tabu przestaje istnieć całkowicie. Cała czwórka zaczyna od dzielenia ze sobą prysznica, swobodnie przechodząc do dzielenia ze sobą łoża, czyniąc to bez najmniejszego choćby rumieńca wstydu na twarzy.
 
Od tego momentu "Święta czwórca" staje się właściwie odwrotnością "Raj: Miłość". W drodze do raju Teresa napotkała piekło, zaś bohaterowie Hrebejka – faktycznie trafiają do raju, miejsca, w których ich marzenia i pragnienia się spełniają. Chytry plan odnosi sukces. Mężowie bez większego problemu namawiają żony na udział w miłosnym czworokącie, który – jak to w pięknym świecie kina – nie ma żadnych skutków ubocznych, bolesnych konsekwencji, niespodziewanych efektów. Sam miód. Dodatkowo Hrebejk nie zauważa w wejściu całej czwórki do jednego łóżka sytuacji ekstremalnej, a po prostu naturalny rozwój fabuły. Z ludzkiego punktu widzenia jego postawa ujmuje prostolinijnością myślenia. Z filmowego – rezultat tych działań nie przysparza obrazowi dodatkowych punktów. Z powodzeniem zabija bowiem dramaturgię filmu, który nie dość, że nie jest zbyt długi (ledwie godzina oraz piętnaście minut), to jeszcze zupełnie odarty z punktów zwrotnych, dających szansę na rozwój postaci w miarę rozwoju fabuły. Bohaterka Seidla istniała w stanie permenentnej (r)ewolucji emocjonalnej, reagowała na dynamicznie zmieniającą się sytuację, wciąż odkrywała na naszych oczach kolejne połacie swojej osobowości. Nie zawsze przysparzało jej to naszej sympatii, ale na ekranie układało się w postać żywą, soczystą, wielowymiarową i po ludzku słabowitą. Bohaterowie Hrebejka mają jeden wymiar, prosty do prześwietlenia, szybko przestający interesować, ubogi. 
 
Symbolem mizerności pomysłu reżysera ostatecznie staje się fakt, że przegapił on najciekawszy moment historii – chwilę, gdy czwórka bohaterów wraca z wakacji. Dla niego nie jest to przełom emocjonalny filmu, który miałby coś w postaciach przedefiniować. To moment wytwarzający jedynie potencjał komediowy, wynikający z desperackiej chęci obu par do utrzymania karaibskiego układu w scenerii czeskiej wioski. Możliwość wywołania na ekranie kilku groteskowych sytuacji. Nic poza tym. A ten właśnie przeskok mógł podszyć tę komedię czymś więcej, słodko-gorzkim wymiarem, obyczajową obserwacją, spostrzeżeniami większymi, niż płaska historia miłosnego czworokąta. Hrebejk nie zaryzykował. Wybrał czystą komedię. Tyleż wdzięczną, co zbędną.
[Urszula Lipińska]
 
  Ocena: 0.0/5
Twoje oceny
Średnia 0 Głosów
Średnia ocena to 0.0 gwiazdek z 5.

 Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy.

 Blogosfera

Strażnicy Galaktyki online

Po tym, jak niedawny "Kapitan Ameryka" zaproponował nieco doroślejsze podej

Jak wytresować smoka 2 Dubbing online

"Jak wytresować smoka 2" nie okazał się aż takim kasowym przebojem, jak teg

O stulatku który wyskoczył przez okno...i zniknął!

O stulatku który wyskoczył przez okno...i zniknął! Nieśmieszna komedia ?!