Jeszcze raz to samo

Więcej
„Eagle Eye" przerabia prawie wszystkie paranoje, którymi żyje na co dzień amerykańska popkultura. Są więc eksperymenty, którymi zajmuje się Pentagon. Są cyniczni politycy. Jest podsycany przez media strach przed atakiem terrorystycznym. Są wreszcie sami terroryści i technologia, której powoli przejmuje kontrolę nad ludzkim gatunkiem. Naprawdę, brakuje tylko ufoludków.

Cały ten zgiełk, świat dziwnych układów i zależności, toczy się po orbicie, na którą nie ma wstępu zwykły człowiek, specjalnie utrzymywany w niewiedzy po to, by mógł w spokoju oddać się konsumpcji. Czasami jednak system, nie wiadomo kiedy, nie wiadomo dlaczego, upomina się o jakiegoś szaraczka i każe mu tańczyć w rytm swojej muzyki. Tym razem padło na Jerry'ego, zwykłego, 23-letniego chłopaka, pracującego w zakładzie kserograficznym. Jego świat staje na głowie – zupełnie jak świat Neo z „Matrixa" – w momencie, gdy odbiera tajemniczy telefon, przez który nieznajomy, kobiecy głos zaczyna mówić mu, co ma zrobić. I grozi, że jeśli nie zastosuje się do poleceń, to zginie. W tym samym czasie, podobny telefon odbiera samotna, młoda matka, Rachel. Ona też musi podążyć za głosem, bo inaczej zginie jej mały synek. Losy tych dwojga niespodziewanie się przetną. Głos, przed którym nigdzie nie będą mogli się schować, każe im robić rzeczy, o których pewnie nawet im się nie śniło.

Reżyser filmu, D.J Carusa, szybko wprowadza na scenę kolejne postaci. Do gry wkraczają agenci FBI i wojska. Zaczyna się pościg za Bogu ducha winnymi obywatelami, wplątanymi w wielką aferę. Tempo jest ostre. Strzelaniny, samochodowe ucieczki, napady i zegarowe bomby. Caruso, dysponujący dość sporym budżetem, co widać na ekranie, potrafi uporządkować po swojemu rzeczywistość i utrzymać napięcie. Z utrzymaniem logiki i prawdopodobieństwa niektórych scen jest już jednak znacznie gorzej, ale nie będę mówił co i gdzie mi tu nie gra, bo nie chcę psuć nikomu zabawy. Zatrudniona do filmu gwiazdorska obsada (Shia LaBeouf, Michelle Monaghan, Rosario Dawson, Billy Bob Thornton) nie ma tu może za wiele do zagrania – ich postaci to zaledwie ganiające i dyszące ze zmęczenia figurki – ale nie daje ciała.

Niestety, cała ta zabawa staje się po jakimś czasie nużąca. Jest cokolwiek wtórna i raczej ślizga się po powierzchni niż próbuje coś rzeczywiście serio powiedzieć o zagrożeniach i strukturze dzisiejszego świata. No, ale inaczej chyba być nie mogło. Wszak amerykański przemysł filmowy produkuje rzeczy do błogiej konsumpcji i nie jest zainteresowany wzbudzaniem jakiejś realnej trwogi w sercach widzów. Jedni powiedzą, że jest to zdrowa strategia pozwalająca sublimować to i owo, inni, że ogłupiająca praktyka.

„Eagle Eye" zaspokoi i jednych, i drugich. Jest to równocześnie przyzwoita rozrywka i wierutna bzdura, której dodatkowym atutem jest optymistyczny morał: urządzenia techniczne nigdy nie pokonają człowieka, bo on, w chwili zagrożenia, zawsze może wziąć metalowy pręt i je zwyczajnie roztrzaskać.


Jakub Socha
  Ocena: 0.0/5
Twoje oceny
Średnia 0 Głosów
Średnia ocena to 0.0 gwiazdek z 5.

 Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy.

 Blogosfera

Strażnicy Galaktyki online

Po tym, jak niedawny "Kapitan Ameryka" zaproponował nieco doroślejsze podej

Jak wytresować smoka 2 Dubbing online

"Jak wytresować smoka 2" nie okazał się aż takim kasowym przebojem, jak teg

O stulatku który wyskoczył przez okno...i zniknął!

O stulatku który wyskoczył przez okno...i zniknął! Nieśmieszna komedia ?!