[25. WFF.] Film-kowadło

Więcej
He Zhiyuan morduje żonę, traci głos i trafia do szpitala psychiatrycznego. Tam uczestniczy w wideoterapii - pacjenci inscenizują przestępstwa, jakich się dopuścili, i oglądają w grupie nakręcone i zmontowane przez siebie filmy. Zderzają się z prawdą o tym, co zrobili, a potem widzą siebie w alternatywnych zakończeniach, gdzie podejmują inne decyzje, te przyjazne społecznie. Uczą się, że zawsze można postąpić inaczej i coś zmienić. Ale "Tutaj", jak twierdzi reżyser Ho Tzu Nyen, to film o Nietzscheańskim umiłowaniu losu, czyli stanie, w którym człowiek czuje się spełniony, więc gdyby miał przeżyć swe życie raz jeszcze - zrobiłby to tak samo, jak przedtem.

Koncepcję Nietzschego sprzedaje bohaterowi inny pacjent, zapytany, dlaczego nie dokończył terapii. Film Nyena stanowi wizualizację tej filozofii. Narracja jest zapętlona: rozpoczyna się podkręconymi dźwiękami przy czarnym ekranie, które powrócą na koniec w towarzystwie obrazu. Raczeni długimi ujęciami i przeszywającymi dźwiękami, jesteśmy świadkami morderstwa. Pomóc w przełamaniu traumy ma wideoterapia. Nyen tematyzuje jeden z najczęściej używanych sloganów: kino jest terapią. Zobaczenie siebie w odtworzeniu, narracji, powtórzeniu, utożsamienie się z ekranowym sobowtórem pozwala uporać się z problemem i przejść metamorfozę. Co jednak, gdy taka zmiana - nawet jeśli moralnie i socjalnie korzystna - odbiera szansę na szczęście?

"Tutaj", będący quasi-dokumentem, porusza kilka frapujących kwestii psychologicznych i filozoficznych, w ujęciu czasu i przestrzeni przypomina chwilami zen. Nie do końca wiadomo, co dzieje się naprawdę, a co jest tylko projekcją świadomości He (lekarz tłumaczy: granica między zewnętrzem a wnętrzem jest bardzo cienka). Najważniejszy kawałek układanki to jednak miłość bohatera do poznanej w szpitalu kleptomanki. W zalewie mądrych słów, łacińskich pojęć i naukowych metod to uczucie jest siłą napędową. Stąd repetycje i powroty, stąd cała ambiwalencja - gdyby He nie zabił żony, nie trafiłby do szpitala i nie poznał kobiety. Pomysł ciekawy, żal tylko, że więcej tu chęci zmiażdżenia widza, niż oddania emocji bohaterów. Wizja i fonia uciskają głowę jak kowadło, wbijają w ziemię powagą, ważkością, doniosłością. Czasami mniej znaczy lepiej, lżej, subtelniej. Bez męczarni.


Błażej Hrapkowicz
  Ocena: 0.0/5
Twoje oceny
Średnia 0 Głosów
Średnia ocena to 0.0 gwiazdek z 5.

 Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy.

 Blogosfera

Włoskie life story Włoskie life story

Splot kilku miłosnych perypetii Włochów i Amerykanów w Wiecznym Mieście.

Kocham Olivie Wilde! Kocham Olivie Wilde!

Głównie obejrzał ten film ze względu na Olivie Wilde. Nie uważam jej za jakąs wybitną aktorkę, ale jej uroda mnie zadziwia. Film opowiada historie rodzeństwa, które po napadzie na kasyno ucieka w strone granicy z Kanadą z walizką pełną kasy. Addison (Eric Bana) no i Liza (Olivia Wilde) tak nieszczęśliwie uciekają z łupem, że podczas zamieci śnieżnej wpadają w poślizg i uszkadzają auto. Zmusza to ich do rozdzielenia się i dalszą ucieczkę piechotą lub zdobycznymi po drodze pojazdzami.

Baaardzo dobry film Baaardzo dobry film

Wstrząsające jakie kobiety potrawią być wredne!!!! Film Davida Finchera opowiada historię pewnego małżeństwa bardzo typowego w obecnych czasach. Czyli na początku wszystko pięknie i ładnie, a po paru latach wszystko się dokładnie pieprzy. No i jak się zaczęło wszystko pieprzyć wtedy niespodziewanie żona (Rosamund Pike) głównego bohatera którego gra Ben Affleck znika nie wiadomo gdzie. Nick (Ben Affleck) wydaje się tym faktem jakoś strasznie nie zmartwiony co nie jest dziwne zważywszy na to.....