"Droga do Zatracenia" - film w zasadzie gangsterski

Więcej
Dziś na ekranach polskich kin debiutuje "Droga do Zatracenia" - nowy film Sama Mendesa, twórcy, który w czasie realizacji "American Beauty" wspierany przez Conrada L. Halla dotarł na szczyty realizatorskiej wirtuozerii.

Młody brytyjski reżyser oparł się na talencie nestora amerykańskiej sztuki operatorskiej. Jest to często spotykany zabieg w przemyśle filmowym, że za młodością stoi przezornie chwała doświadczenia. Dla Mendesa wybór Halla okazał się "kluczem do sukcesu", dzięki któremu "American Beauty" zdobyło pięć Oscarów. Znakomite przyjęcie tego filmu pozwoliło Mendesowi na wybór kolejnego projektu. W ten sposób trafił na scenariusz Davida Selfa - "Droga do Zatracenia" i ponownie współpracował z Hallem. Ta opowieść z lat trzydziestych została poświęcona losom gangstera, ukrywającego przed rodziną swoją profesję. Jednak dzieło Medesa prezentuje zaskakującą dramaturgię i przesłanie w przeciwieństwie do innych filmów gangsterskich.

W filmie stykamy się z całą rodziną Michaela Sullivana, zamieszanego w bandycki proceder. Prezentacja patriarchalnej społeczności gangsterów ujawnia z całą wyrazistością, jak niewiele znaczy w tym świecie dobro rodziny. Wzajemne relacje są oparte na strachu i bezwzględności. W zasadzie o człowieku zaświadcza (do czasu) kaliber broni i pojemność magazynka "Tommy Guna". Iluzoryczność życia przestępczego Sullivan uświadamia sobie po zaangażowaniu w "mokrą robotę" własnego syna Michaela juniora. Normalnym krokiem w takiej sytuacji mogła być jedynie egzekucja niewygodnego świadka. Żaden ojciec nie mógłby wykonać takiego zadania. Ale jego zwierzchnik, Rooney, nie ma żadnych skrupułów wobec rodziny swego wychowanka. Dobro organizacji jest ważniejsze dla szefa od życia czterech osób. W ten sposób zachodzi całkowita metamorfoza bohaterów. Ojciec staje przed faktem wymordowania własnej rodziny, starając się ocalić syna i dokonać zemsty. Jego dotychczasowy protektor zmienia się w monstrum żądne krwi Sullivanów.

Wyraźnie zarysowany dramat maluczkich ze Środkowego Zachodu ukazuje w pełnej jaskrawości przesłanie "kto sieje wiatr, ten burzę zbiera". Dokładnie przemyślana panorama czasów wielkiego kryzysu pozwoliła reżyserowi na opowieść o więzach łączących ojca i syna. Jest to całkowite novum w filmach gangsterskich. Ciekawym zabiegiem okazało się umieszczenie w fabule postaci znanych gangsterów, chociażby Franka Nittiego, obok fikcyjnych bohaterów. Pozwala to widzowi na lepszą orientację w latach trzydziestych ukazanych na ekranie.

Przed kamerą Halla w "Drodze do Zatracenia" przewinęła się śmietanka aktorska. Szczególnym wyzwaniem okazywała się rola Maguirego. Jude Law zagrał postać fotografa, specjalizującego się w uwiecznianiu miejsc zbrodni. Reżyserowi udało się połączyć w tej roli czytelną symbolikę niezwykłego anioła zagłady. Oto fotograf błyskotliwie kadrujący ofiary (robiąc zdjęcia za przyzwoleniem policji), potrafił szybko przeistoczyć się we wziętego zabójcę od trudnych spraw. Metamorfoza dotyczy również jego wyglądu zewnętrznego. Dziwna i fascynująca postać zagrana przez Lawa zaskakuje do końca.

Osobne uhonorowanie należy się autorowi zdjęć, Conradowi L. Hallowi. Fenomenalnie wykorzystał swoje doświadczenie z wcześniejszych filmów. Zastosowany przez realizatorów motyw, łączący wodę ze śmiercią (zwłoki w topniejącym lodzie, masakra w strugach deszczu, etc.), symbolizował nieuchronność nadchodzącej śmierci. Hall wybrał stonowaną kolorystykę dla wizualnej strony filmu. Monochromatyczne barwy łagodzą efekt krwawych jatek urządzanych przez gangsterów (odchodząc od postmodernistycznej estetyki Quentina Tarantino). "Droga do Zatracenia", zawierając w sobie cechy charakterystyczne dla film noir, stanowi wybitny przełom w rozwoju języka techniki filmowej.

Po raz pierwszy w USA realizatorzy pozwolili sobie na krytykę II poprawki zapisanej w Pierwszej Konstytucji. Pozwala ona każdemu obywatelowi na posiadanie broni palnej. Ten przeżytek legislacyjny, będący sprawcą wielu nieszczęść, jest zaciekle broniony przez lobby zbrojeniowe. Tak oto garstka potentatów produkujących oręż, finansując kampanie wyborcze liderów demokracji, ma faktyczny wpływ na fatalną powszechność broni palnej. Zresztą postać Sullivana, bohatera ambiwalentnie moralnego, jest ciekawą metaforą amerykańskich producentów śmiercionośnego uzbrojenia. Od bohatera filmowego różni ich tylko bezkompromisowość interesów i brak skruchy do końca. Sullivan będąc przekonanym, że zmierza do piekła (zatracenia), postanawia zawalczyć o los syna. Dlatego czytelność aluzji postępowania Sullivana może być (ale nie musi) klarowną metaforą coraz bardziej anormalnej rzeczywistości początku XXI wieku.

Sam Mendes jest wyraźnie zafascynowany ucieleśnieniem nieprawości, przechodzącym całkowite przeobrażenie. W jego rozumieniu zło rodzi dobro, dlatego skierowuje do nas zapytania. Czy obecnie jesteśmy zrezygnować z zemsty i wypracować zasady empatii i wybaczania zgodnego z przesłaniem religii chrześcijańskich? Czy możemy liczyć na opamiętanie zła w nadchodzącym stuleciu? Odpowiedź poznamy w niedalekiej przyszłości.


Hubert Kuberski
  Ocena: 0.0/5
Twoje oceny
Średnia 0 Głosów
Średnia ocena to 0.0 gwiazdek z 5.

 Komentarze

film nie jest ani doskonaly jak to niektorzy twierdza,ani tez nie jest to knot.Film raczej dobry aczkolwiek niczym mnie nie zaskoczyl a ja lubie jak mnie kino zaskakuje.Jednoczesnie zdaje sobie sprawe ze tak naprawde to wszystko juz w kinie bylo a konwencja kina gangsrerskiego ograna jest przez najlepszych.Troche traci banalem, ale nie szkodzi.Natomiast zdjecia do filmu zasluguja na Zlota ZAbe.Sa cudne choc w scenie wjazdu do Chicago troche zbyt cukierkowe widocznie tak mialo byc.Niestey jeszcze jedna uwaga apropo muzyki.Z calym szacunkiem dla jego tworcy zupelnie mi sie te romantyczne dzwieki nie zgrywaly z surowoscia zdjec i mocnej akcji.Przykre muza nie wyszla a moglo byc tak pieknie szkoda.Ogolnie chyba nie ma tak naprawde sie czym tak bardzo zachwycac.A autor zdjec juz dostal nagrode wiec kto mial zostac doceniny to zostal i wystarczy.
Dodany 12.01.2003 00:00.
Drogi Hubercie, nieźle się rozpędziłeś (t.j.podjarałeś), owszem wszystko to w filmie jest, ale pisane amerykańsko-filmowym językiem, nie takim pięknym jak twój analityczny styl. Na film poszedłem do warszawskiej Polonii i mimo nędznych warunków (z drugiej strony pozytywnie wpłynęło to na wilgoć na ekranie) z przyjemnoscia wyczekalem zakaczenia. To dobrz film, a pierwsza jego polowa znakomita, bo pozniej scenariusz sie splaszcza.
p.s. czy to stopklatka czy polonia zorganizowala poczestunek
Dodany 18.10.2002 00:00.