9. LAF. Ryjówki atakują Zwierzyniec!

Więcej
To niewątpliwie niezwykle ciekawe zjawisko kulturowe - oglądać, wyśmiewać i niejako gloryfikować filmy, które - delikatnie mówiąc - trochę nie wyszły. Głównie bawi chyba to, że twórcy bardzo często brali wszystko na poważnie, ciężko więc tak kuriozalne produkcje, jak zaprezentowany wczoraj w Zwierzyńcu "Zabójcze ryjówki" uznać za komedię. Jeszcze trudniej jednak nazwać ten film horrorem z prawdziwego zdarzenia.

Przyjrzyjmy się historii. Mamy tajemniczą wyspę, a na niej, równie niepokojącego, szalonego naukowca manipulującego materiałem genetycznym. Specjalnie nie wiadomo, jaki jest cel jego badań, biedny chyba sam nie ma o tym pojęcia, po prostu lubi swoją pracę, toteż oddaje się jej bez reszty. Towarzyszy mu piękna córka - ekspert do spraw żywienia - oraz kilku pomocników. Do wyspy przybywa pewien tajemniczy (przystojny rzecz jasna) mężczyzna - ostrzega przed huraganem (jeśli dobrze zrozumiałem, takie właśnie ma zadanie). Gawędzi się miło, ale nasz bohater chce wracać już do łodzi. Zapada zmierzch. Piękna niewiasta wyjawia mu sekret - wyspę opanowały zmutowane ryjówki, które atakują głównie w nocy. W tym czasie kategorycznie nie wolno wychodzić na zewnątrz. Wkrótce jednak pozornie bezpieczny azyl, jakim jest laboratorium profesora, stanie się głównym celem krwiożerczych mutantów.

Cóż - jak się można domyśleć, film dobrym scenariuszem, tudzież reżyserią, nie grzeszy, i nie w tym rzecz - ogląda się go bowiem znakomicie. Kuriozalne dialogi, pomnikowe postaci, tandetna charakteryzacja (mordercze ryjówki to w rzeczywistości zwykłe kundle z maskami na pyskach) ugruntowują kultową pozycję tej produkcji w dziejach światowej kinematografii. Bawią do łez kwestie głównych bohaterów, jak: "Nigdy nie zadaje pytań, to nie w moim stylu", lub żale pięknej dziewczyny, która wyrzuca naszemu bohaterowi, iż ten nie jest zainteresowany ani okiennicami, ani nawet jej szwedzkim akcentem. Grozy raczej mało tu doświadczymy - wywoływanie lęku ogranicza się jedynie do ukazywania w zbliżeniu kieł i oczu ryjówek. Może coś tam jeszcze zdziała warstwa muzyczna, chociaż zazwyczaj groźne i złowieszcze dźwięki w ogóle nie pasują do tego, co oglądamy na ekranie. Ważne jest jednak jedno - pełna sala widzów na "Ryjówkach" to dowód, iż na filmy z gatunku "tak złych, że aż dobrych" jest wielki popyt.


Tomasz Piętowski

  Ocena: 0.0/5
Twoje oceny
Średnia 0 Głosów
Średnia ocena to 0.0 gwiazdek z 5.

 Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy.