Intrygujący soundtrack "Nieruchomego poruszyciela"

Więcej
"hanna kulenty meets milf" jest efektem specyficznego połączenia, jakie wystąpiło między twórcami dzięki filmowi Łukasza Barczyka "Nieruchomy poruszyciel".

Współobecność w soundtracku filmu zaowocowała kooperacją w studio, a nawet zawiązaniem wydawnictwa "Rework" firmującego album. Klasyczne, aczkolwiek nowoczesne formy autorstwa Hanny Kulenty zostały poddane chirurgicznej operacji, najnowszej technologii i szlifowi studyjnemu. Efekt jest niespodziewany , a połączenia zaskakujące...

Projektem okładki zajął się światowej sławy font designer - Martin Majoor. Od pojedynczego dźwięku począwszy, poprzez kompilację i kompozycje, aż po czcionki - wszystkie elementy zostały stworzone specjalnie na potrzeby tego albumu.

"hanna kulenty meets milf" by REWORK - the saga begins ....

plotka głosi, że milf jest projektem 2 młodych warszawskich muzyków alternatywnych, ale kto przejmowałby się plotkami ...

milf jest interdymensjonalną kombinacją 4 składników:
- ciągłego eksperymentu z syntezą dźwięku i zastosowaniem efektów w czasie rzeczywistym,
- klasycznej kompozycji i harmonicznego rozwoju form
- jazzowej improwizacji z formą
- hip hopowego samplingu i rework'u

milf nie pokazuje się publicznie. występy sceniczne to dwie anonimowe jednostki ludzkie w pełni kontrolowane przez umysł milf

repertuaru milf'a nie da się skategoryzować. Obejmuje spektrum od jazzu po heavy metal, przez dźwięki organiczne. W swojej istocie pozostaje minimalistyczny, głęboki i science-fiction.


KS

  Ocena: 0.0/5
Twoje oceny
Średnia 0 Głosów
Średnia ocena to 0.0 gwiazdek z 5.

 Komentarze

anonimowy
0 pkt.
mellowomen ma dużo racji.Jest to muzyka osoby ,która duże problemy z "głowa':zaburzenia osobowości,problem alkoholowy,obsesje i kompleksy.Srednio rozgarnięty psycholog , psychiatra czy psychoterapeuta po odsłuchaniu tych wytworów chorej wyobrazni zdiagnozuje kilku jednostek chorobowych
Dodany 06.04.2010 00:00 w odpowiedzi na anonimowy.
anonimowy
0 pkt.
[cytat melowomen]Kompletne beztalencie, koncesjonowana przez filharmoniczne towarzystwo wzajemnej adoracji kompozytorka której "tfurczość" polega na obsesysjnym powtarzaniu jednaj frazy.
Pani melowomen oczywiście lepiej się zna na muzyce, niż trybuna kompozytorów UNESCO, która przyznała Hannie Kulenty medal za koncert na trąbkę i orkiestrę...Tak - czysta zawiść i brak sukcesu - jak zawsze... O wsi polska, wsi spokojna w swej zawiści, śpij dalej we własnym smrodzie
Dodany 21.02.2009 00:00.
anonimowy
0 pkt.
Witam. Poszukuje muzyczki ktora leci na samym poczatku filmu (z dzwieku dolby zmienia sie w melodie komórkową...) YES MAN (jestem na tak) prosze pomóżcie mi!
Dodany 30.12.2008 00:00.
anonimowy
0 pkt.
a mnie się płyta podoba ;-) o!
Dodany 09.12.2008 00:00.
anonimowy
0 pkt.
Dyskusja okazała się bezowocna... melowoman, jesteś krytykiem muzycznym? Znawczynią muzyki?Jeśli tak, posłuchaj rady reworka - wycieczki osobiste są nie na miejscu, jeśli zamierzasz wyrażać swoją opinię w temacie - jak mówisz - "tfurczości" H. Kulenty... i kogokolwiek innego. To obniża poziom Twoich wypowiedzi. Pozdrawiam wszystkich.
Dodany 28.11.2008 00:00.
anonimowy
0 pkt.
a jaka sztuke uprawia robert fripp????
Dodany 23.11.2008 00:00 w odpowiedzi na anonimowy.
anonimowy
0 pkt.
"Choroskopami" trudno się zajmować.
Horoskopami już prędzej.

"każdy ma prawo słuchać czego zapragnie"
Słusznie.

Tak, od tego Frippa.

Klasyfikacja rodzajów sztuki, o którą mnie prosiła melowoman:

1. Sztuka elitarna.
Niewielu jest odbiorców, za to pojedynczy odbiorca płaci za odbiór bardzo dużo.

2. Sztuka popularna.
Odbiorców jest wielu, każdy płaci niewiele, lecz w sumie zbiera sie duża suma.

3. Sztuka niszowa.
Trafia bardzo silnie do niewielu niezbyt majętnych odbiorców, którzy na miarę swoich skromnych możliwości płacą sporo za odbiór.

4. Niska sztuka pasożytnicza.
Odbiorca się nie liczy, na finansowanie naciąga się podatników, którzy nie maja ochoty tej sztuki odbierać

Przy czym możliwa jest taka sytuacja, że ta sama sztuka może być zakwalifikowana do kilku rodzajów sztuki, w zależności od okoliczności. Muzyk grający to samo na koncercie n a stadionie z biletami wstępu uprawia muzukę popularną, gdy zaprasza go arabski szejk na prywatny koncert uprawia muzyke elitarną, a gdy zaprasza i finansuje go miasto na "darmowy" koncert na rynku uprawia niską sztukę pasożytniczą.
Dodany 21.11.2008 00:00.
anonimowy
0 pkt.
drodzy melowwoman i rework a czego wy sluchacie jesli mozna wiedziec??
podajcie swoje ulubione badz przesluchane w tym tygodniu plyty
a powiem wam kim jestescie..
Dodany 20.11.2008 00:00.
anonimowy
0 pkt.
ulubione :
miles davis - tutu
daab - daab
innerzone orchestra - programmed
di meola/mc loughlin/de lucia - friday night at san francisco
dr dre - the chronic
makowicz plays berlin

z tego tygodnia :
kenny larkin - keys, strings & tambourines
hauschka-ferndorf
carl craig & moritz von oswald - recomposed
hanna kulenty meets milf
Dodany 20.11.2008 00:00.
anonimowy
0 pkt.
Ciekawa dyskusja. Pani melowoman mimo ewidentnie osobistej niechęci do kompozytorki uderza równie agresywnie, co celnie, mając w wielu miejscach rację.

1. Kwestia "sztuki wysokiej" - kiedyś to pojęcie miało sens. Sztuką wysoką było to, co odbierały elity. Elity - czyli władza, ludzie uprzewilejowani w społeczeństwie (arystokracja), najbardziej wykształceni i ludzie najbogatsi. Czy dziś w Polsce ludzie władzy, niedobitki rodów arystokratycznych, profesorowie uniwersytetów i najbogatsi chętniej słuchaja Pendereckiego (tematu pani K. nie będę poruszał, by nikogo nie drażnić), czy Budki Suflera? Tu mam dla Pana reworka przykrą informację - na koncert muzyki Pendereckiego pójdą tylko wtedy, że ich się tam zagoni przyokazji jakiejś gali, kongresu, czy po spotkaniu służbowym, wysłuchają tłumiąc ziewanie, a w domu z własnej woli słuchaja Budki Suflera. Budka Suflera dziś jest de facto sztuką wysoką, a nie to, co się jakimuś (bez urazy) Panu reworkowi uroiło i co nam usiłuje wmówić lobby pasożytujące na nas, podatnikach.

Nie życzę sobie by jakiś zadufany internauta poniżał mnie iure caduco tylko dlatego, że nie chcę słuchać jazgotu Pendereckiego i mam odwagę publicznie twierdzić, że elity tego jazgotu słuchać nie chcą, a słucham Budki Suflera. Zwłaszcza, że spełniam wiele z kryteriów przynależności do elit - pochodze z rodziny herbowej, jestem majętny i mam doktorat oraz sporo osiągnięć naukowych, a co najważniejsze - ludzie z mojego kręgu cywilizacyjnego podzielaja tę opinię.

To, co ludzie pokrewni Panu reworkowi uważają za sztukę wysoką nie potrafiąc jej nawet zdefiniować, ograniczając się do pogardliwej dla odbiorców innego rodzaju sztuki bufonady - jest dziś niską sztuką pasożytniczą. Gdy dawniej za bilet na koncert Paganiniego trzeba było wydać majątek, a na koncert kapeli z Czerniakowa miedziaka - było wiadomo, który rodzaj muzyki jest wyższej jakości. Mercedes klasy S jest znacznie wyższej jakości od jeździdełka hinduskiej firmy Tata i jest jednocześnie znacznie droższy; obiektywnie znacznie wyższa jakość zawsze idzie w parze ze znacznie wyższą ceną.

Dziś bilet na koncert nawet najwybitniejszego kompozytora na Warszawskiej Jesieni jest wielokrotnie tańszy niż na koncert gwiazdy gangsta rapu - czyli obiektywnie patrząc Warszawska Jesień oferuje produkt niższej jakości i musi to przyznać nawet największy wróg gangsta rapu, jeżeli jest uczciwy.
W tym i ja, który gangsta jazgotu nie cierpię.
Oferta filharmoniczna jest tak niskiej jakości, że nie potrafi się sama sfinansować. Żeruje na tym pasożytnicza sitwa, płodząca seryjnie niesłuchalne gnioty - bo czy to się będzie odbiorcy podobało, czy nie - sitwa tak czy owak zarobi, wyłudzając pieniądze nie od odbiorcy, lecz ode mnie, jako podatnika - stąd moja definicja "niskiej sztuki pasożytniczej" - której to definicji jeszcze nikt nie był w stanie obalić przy pomocy logicznych argumentów.

2. Sprawa rzekomego "rasizmu" i antysemityzmu" - Panie rework, nie zna Pan tak podstawowych pojęć! Rasizm według wszystkich słowników to nieuzasadniona wiara w wyższość jednej rasy. Antysemityzm to wrogość wobec Żydów jako całego narodu - a nic takiego nie było w wypowiedzi Pani melowoman! Wspomniała trzy narodowości - holenderską, żydowską i polską, bez wyrażania wrogości wobec żadnej z nich. Czy zatem był tam również antypolonizm i antyniderlandyzm, skoro jakoś (nie wiem jak) Pan antysemityzm zauważył? Proszę, niech Pan używa w dyskusji chwytów powyżej pasa.

A jak już jesteśmy w temacie Żydów w muzyce - to proszę niech Pan rework zauważy następującą prawidłowość - wśród jazzmanów, których jak widzę Pan rework lubi, prawie nie ma Żydów wśród najwybitniejszych. W muzyce "poważnej" jest ich zatrzęsienie. Jedyne nierasistowkie wyjaśnienie tego fenomenu (rasizmem byłoby przypisywanie jednej z grup etnicznych większego, a drugiej mniejszego wrodzonego talentu do jazzu lub grania filharmonicznego) jest takie, że w jazzie liczy się reakcja bezpośrednich odbiorców, weryfikujących uczciwie - bo własnymi pieniędzmi, czy im się muzyka podoba, czy nie, a wpasożytniczej muzyce "poważnej" o sukcesie decyduje sitwa z lepszym dostępem do państwowych pieniędzy, a Żydzi są dobrze zorganizowani (to jako komplement też nie jest antysemityzmem).

3. Pani melowoman nie ma racji w sprawie sławy. Można mieć światową sławę w najbardziej nawet niszowej dziedzinie. Producent klatek dla kolibrów może się cieszyć światowa sławą wśród producentów takich klatek, choćby ich na świecie było tylko trzech. Tylko co to za sława?

4. A na koniec wyrażę przypuszcznie, że najprawdopodobniej ani Panu reworkowi, ani Pani molowoman nie zależy na merytorycznej dyskusji. Pani melowoman ma chyba osobisty interes w deprecjacji pani K., Pan rework chyba ma osobisty interes w promocji tej płyty - i nic ich nie skłoni do zmiany wyrażanego tu zdania.
No to po co ja aż tak się rozpisałem?????
Dodany 20.11.2008 00:00.
anonimowy
0 pkt.
Czego słucham:

Piotr Rubik
Budka Suflera
Wilki
Natalia Kukulska
Feel
Tokio hotel

Hehe, oczywiście żartuję, przewrotnie wymieniłam to, co mój czcigodny oponent nie tylko waży sobie lekce, ale poniża i obraża odbiorców tego rodzaju sztuki.
Fripp - ten pseudonim pochodzi od nazwiska Roberta Frippa? Bo jak tak to mamy wspólne gusta, aliści trafiało mu się tworzyć coś, co ja uważam za najperlistsze perełki, na zmianę z niestrawnym kakofonicznym rzępoleniem. Lecz nie moje subiektywne opinie są istotne, nalepszym potwierdzeniem jego klasy jest fakt, że Frippowi firma informatyczna nr. 1 na świecie Microsoft zleciła skomponowanie muzyki do swojego programu Windows Vista. Najlepsi na świecie w swojej branży prywatni przedsiębiorcy nie będą tracić swoich własnych pieniędzy, zlecając robotę patałachowi, lecz zlecą Mistrzowi.

Interesująco zdefin iowałeś "niską sztuke pasożytniczą". Prowokujące, lecz przekonywujące i niegłupie. Uniżenie proszę Cię (w internecie nie ma zwyczaju "panowania"), byś mnie, maluczkiej objaśnił, jak definiujesz inne rodzaje sztuki.

Jeszcze bardziej jestem ciekawa jak mój czcigodny oponent reworkiem się zwący uzasadni, czemu np. wytwory Piotra Rubika za marność nad marnościami uważa. Z pewną taką nieśmiałością śmiem twierdzić, że na Rubika rzuciło się stadko zawistnych hien z jego branży, które to hienki po prostu mu pozazdrościły umiejętności wpływania przez muzykę na ludzkie uczucia. Nauczył by się jeden z drugim patałach i jedna z drugą patałaszka (to oczywista mało subtelna aluzja do komentowanego tematu) tej trudnej sztuki, lub wyraziła podziw dla Mistrza któremu do nagniotów na podeszwach stóp nie dorasta, zamiast go bezsilnie lżyć.
Muzyka bardzo dobra to muzyka powszechnie znana i uznawana. Podobnie jak Rubika (tylko w innej skali) miliony ludzi zna i akceptuje Wagnera z jego Cwałowaniem Walkirii, Beethovena z jego finałem IX Symfonii lub Bizeta z jego Arią Torreadora z Carmen. To też uważasz za badziewko, mój czcigodny oponencie?

W nachalnie mi imputowany temacik "antysemityzm" nie dam się wkręcić jak pensjonareczka. Ukazanie mechanizmu faworyzowania artystki Żydówki przez amerykańskich Żydów (i nie tylko amerykańskich) jest dokładnie tym samym, co ukazanie mechanizmu faworyzowania twórcy polskiego pochodzenia przez Polonię amerykańską.
Zatem oświadczam, że Polonia chętniej zaprasza artystę Polaka, niż artystę Chińczyka. Teraz możesz sobie mnie powyzywać od antypolonistek, jeślić taka Twoja wola, Jaśnie Panie, hehe
Dodany 20.11.2008 00:00.
anonimowy
0 pkt.
w mojej opini gadac o muzyce to tak jak tanczyc o architekturze
dajcie na wstrzymanie z tą swoją żółcią
każdy ma prawo słuchać tego czego zapragnie
a taka jałowa dyskusja którą prowadzicie wcale nie spowoduje że świat będzie lepszy
więc o co cho?
Dodany 20.11.2008 00:00.
anonimowy
0 pkt.
filozof jeden z drugim
Dodany 20.11.2008 00:00.
anonimowy
0 pkt.
Kompletne beztalencie, koncesjonowana przez filharmoniczne towarzystwo wzajemnej adoracji kompozytorka której "tfurczość" polega na obsesysjnym powtarzaniu jednaj frazy (najłatwiej powtarzać w kółko jedno i to samo, gdy się żadnego pomysłu nie ma) i to w taki spobób, że przypomina to wprawki uczącego sie grać dziecka (ta ta tata, ta ta tata, ta ta tata - i tak do zanudzenia) - wydała swoją płytę. Nawet nie postarała się napisać czegoś nowego - lecz posklecała do kupy nutki jej poprzednich "dzieł". Okładkę zaprojektował jej małżonek - zwany tu "światowej sławy", tylko nie wiem, jakiej części świata sięga sława człowieka, który prawie nic nie stworzył, a jest najbardziej znany w kręgach wzajemnej adoracji jako trzeci mąż swojej żony.
Może ktoś to kupi, zwiedziony reklamą i tanim efekciarstwem okładki - i rzuci te żałosne, drażniące rzępolenie w kąt nie dosłuchawszy do końca.
Dodany 19.11.2008 00:00.
anonimowy
0 pkt.
droga melowomen

ja rozumiem, ze w kraju rubika, budki suflera, wilkow i natalii kukulskiej trudno o rozumienie muzyki odrobine wykraczajace poza kanon serwowany przez "Zycie na goraco", ale przynajmniej odlozmy na bok wycieczki osobiste.

W mojej opinii fakt, ze dziela Hani Kulenty grane sa w USA przez Kronos Quartett, a ona sama jest autorka muzyki do Narodowego Baletu Holandii, jest duzo istotniejszy, niz olpywajaca zolcia i jadem opinia anonimowej osoby na forum.

Pan Martin Majoor jest swiatowej slawy font designerem i nie zmieni tego nawet to, ze Pani nie wie czym sie Font Designer zajmuje - otoz projektowaniem czcionek. Rozumiem takze, ze w naszym kraju taki zawod nie istnieje, ale nie odbiera to prawa innym ludziom do szacunku na swiecie. Spod reki pana Majoora wyszly miedzy innymi czcionki lini lotniczych KLM, berlińskiego Font Haus'u czy Warszawskiej Jesieni i proszę mi wierzyć, źe są to osiągnięcia na miarę światową.

Wracając od meritum sprawy - czyli plyty z sountrackiem , to nie jest ona bynajmniej plytą Hanny Kulenty i wystarczy przeczytac uwaznie powyzszą notke, zeby to zrozumiec.

Polecalbym takźe wstrzymanie się z ferowaniem opinii do momentu odsluchania plyty.

Fragmenty albumu mozna znalezc na :
www.myspace.com/milfoff
Dodany 19.11.2008 00:00.
anonimowy
0 pkt.
Drogi/a rework.
Muzyka nie jest do "rozumienia", rozumieć należy zasady matematyki, prawa fizyki, czy słowo pisane - gdy ma jakikolwiek sens.
Muzykę można "rozumieć" tylko w znaczeniu znajomości fizycznych praw rządzących drganiami powietrza i współzależności między poszczególnymi częstotliwościami oraz natężeniami fal akustycznych - a te są jednakowe i dla wytworów Mozarta lub Xenakisa, i dla wytworów discopolo lub raperów z murzyńskiego getta w Detroit.

Muzyka w swojej finalnej postaci jest do odczuwania, a nie do rozumienia. Jeżeli u mnóstwa ludzi twórczość Rubika i Budki Suflera (o których wypowiadasz się z zupełnie nieuzasadnionym lekceważeniem) powoduje odczucia, które oni uważają za pozytywne, na tyle, że mnóstwo ludzi chce wydać swoje własne pieniądze na ponowny dostęp do tych odczuć (kupno płyty) - to jest ona coś warta.

Gdy rzępolenia koncesjonowanych, szkolonych za państwowe pieniądze w martwej muzyce "tfurców" fiharmonicznych chce słuchać tylko garsteczka towarzystwa wzajemnej adoracji - a wydawać własnych pieniędzy na dostęp do tych "dzieł" nie chce prawie nikt, a zdecydowaną większość to rzępolenie wprost drażni - to jest ono hmmm... wiesz co... warte.

Oczywiście są wyjątki - Górecki pokazał swoja klasę sprzedając mnóstwo płyt ze swoją muzyką, Kilar dowiódł swej klasy tworząc utwór aż tak znany, że śpiewają go nawet kibice na meczach.
Każ tysiącowi przypadkowo napotkanych w Przemyślu, Wrocławiu czy Słupsku osób zanucić "Pieśń o małym rycerzu" Kilara - zanuci prawie każdy. Każ zanucić dowolny motyw autorstwa pani używajacej obecnie w swoim biznesie nazwiska Kulenty - nie zanuci nikt.

Twoja pogarda dla roli w muzyce np. pana Rubika nie ma absolutnie żadnych podstaw. Kim ty jesteś, że twoje odczucia mają być ważniejsze od odczuć milionów ludzi, którym ta muzyka się podoba? Jesteś cesarzem, absolutnym królem, czy chanem, którego odczucia są ważniejsze od zdania milionów?

Twoje "argumenty", że wytwory jakiejś "tfurczyni" chce grać jakiś amerykański kwartet, lub finansowany za pieniądze podatników holenderski balet są nietrafione. Liczy się tylko to, czy te "dzieła" chce ktoś słuchać na tyle, że wydaje swoje własne pieniadze na zakup płyt z tą muzyką - a prawie nikt nie chce. Ludzie żydowskiego pochodzenia kierujący amerykańskim kwartetem mogą chcieć promować interes etnicznej Żydówki (pierwsze nazwisko Szmydynger), a nie np. etnicznej Polki, ludzie decydujący nie swoimi pieniędzmi o holenderskmi balecie mogą chcieć promować interes obywatelki Holandii.

Nie ma to najmniejszego znaczenia - znaczenia ma dopiero to, ile osób chce kupić płyty - a w przypadku pani Hanny wielu nazwisk bardzo mało kto chce. I dlatego należy obiektywnie uznać jej muzykę za zdecydowanie większy chłam niż nutki autorstwa Piotra Rubika.

Co do "światowej sławy" jej czcigodnego holendrskiego małżonka - proszę nie żartować z mojej kobiecej inteligencji. Przedstawiciel zawodu tak marginalnego, że na dziesięć tysięcy osób zapytanych losowo w dowolnym miejscu świata cóż ten "font designer" właściwie oznacza - może jedna by wiedziała, a jego nazwiska nie znał by nikt - nie może być "światowej sławy". Może być wybitnym, a nawet najlepszym na świecie przedstawicielem swojego marginalnego zawodu - ale z samej definicji słowa "sława" sławnym być nie może. Sławnym jest ktoś, kogo zna mnóstwo osób, a nie tylko garsteczka. Bardzo serdecznie radzę ci podszkolić się z zawiłości języka polskiego. Jest trudniejszy od holenderskiego oraz jidysz.

P.S. Jako uszczypliwa białogłowa pozwolę sobie na jeszcze jedną drobną złośliwość - jeżeli osoba projektujaca czcionki dla linii lotniczej jest "światowej sławy" - to jakąż olbrzymią światową sławą musi się cieszyć ten mistrz nad mistrze, który zaprojektował w samolotach tej linni o wiele bardziej istotne dla podróżnych woreczki na wymiociny...
Dodany 19.11.2008 00:00.
anonimowy
0 pkt.
wow, wow, wow

emoticon wypowiedz powyzza wywolala na mej twarzy zdumienie, potem szok, jednak delikatnie przeksztalcajacy sie w usmieszek ... politowania.

Rozmawiajac o sztuce, w kraju o niskiej swiadomosci kultury i opierajac swoje wypowiedzi na danych dotyczacych sprzedazy plyt, ktore w porywach siegaja 10000 egzemplarzy traci sie wiarygodnosc na samym starcie.

Ja jednak pojde dalej tropem wytyczonym prze melowomen i wylicze analogicznie, ze :
zespol feel tworzy sztuke bardziej wartosciowa od urbaniaka, a tokio hotel czy tede bardziej wartosciowa od pendereckiego, jeszcze dalej "taniec z gwiazdami" jest pewnie bardziej wartosciowy od bergmana, jezeli spojrzymy na statystyki. w naszym kraju napewno wieksza estyma cieszy sie rubik od maxa richtera czy milesa davisa.

Dla mnei takie wnioski sa przerazajace .....

Ocenianie sztuki na podstawie statystyk wystawia swiadectwo krytykowi, a umiejetnosc doboru porownan i celnosci metafor swiadczy o jego klasie.

Czy to ze nie znasz nazwiska wybitnego mikrobiologa o bardzo waskiej specjalizacji swiadczy o tym , ze nie jest on osoba swiatowej slawy ?? Na temat slawy designera pozwol wypowiedziec sie designerom i znawcom tematu. Nie ferujmy wypowiedzi na tematy, ktore sa nam obce, a juz napewno nie obrzucajmy bezpodstawnie blotem nieswiadomych tego osob.

Stwierdzenie, ze to miliony powinny decydowac o tym co w sztuce wysoce, co niskie, co wartosciowe lub nie dotyczy tylko i wylacznie kultury pop, ktorej zasadami pragniesz objac calosc aktywnosci ludzkiej.

Coz, wystarczy powiedziec, ze miliony poparly juz w historii i Hitlera i Stalina, co akurat Tobie nie powinno byc obce, jako ze wypowiedz poprzednia bazuje na argumentach antysemickich i nie bojmy sie tego slowa rasistowskich.

I tak - ja - jako konsument kultury mam prawo negowac muzyke Rubika czy Budki Suflera, ale nic mi do ich pochodzenia, spraw prywatnych czy nazwisk rodowych. A ich korzenie w zaden sposob nie lacza sie z owocami ich tworczosci i moja ich ocena.

Nie znam jidysz ani niderlandzkiego, o holenderskim nigdy w zyciu nie slyszalem, co do jezyka polskiego - coz nie jestem filologiem. Nie zmienia to faktu, ze nikogo obrazam, nawet jezeli rasizmem i zacofaniem najzwyczajniej w swiecie sie brzydze. Stad tez zwracam sie do Ciebie - nieznajomej mi na szczescie Melowoman per Ty.
Dodany 19.11.2008 00:00.

 Blogosfera

Zapach kobiety

Już na samym początku filmu zaczarowały mnie barwy, które pomimo dosyć mrocznej perspektywy są niebywale żywe i podkręcają zmysły

stopklatka

stopklatka