"Zemsta" oczami Andrzeja Wajdy - specjalnie dla Stopklatki mówi reżyser

Więcej
Gośćmi honorowymi krakowskiej premiery "Zemsty" w kinie Kijów byli m.in. reżyser Andrzej Wajda, odtwórca roli Cześnika, Janusz Gajos oraz autorka kostiumów Krystyna Zachwatowicz. W czasie konferencji prasowej oraz w rozmowie z nami opowiadali o tym, jak doszło do powstania ich najnowszego filmu.


Realizacji "Zemsty" Andrzej Wajda podjął się ze względu na to, jak sam mówi, że jest [ona] arcydziełem i jeżeli wybrać by z całej naszej literatury dziesięć utworów to już by się wśród nich znalazła, może nawet w mniejszej grupie. (...) Poza wszystkim innym "Zemsta" posiada jeszcze jedną wielką zaletę. To, co stanowi wielką trudność w przenoszeniu polskiej literatury - nie tylko na ekran, ale i na scenę i w pokazywaniu tego potem gdzieś na świecie - to fakt, że większość naszych utworów jest uzależniona od naszej trudnej i skomplikowanej sytuacji politycznej. A "Zemsta" jest utworem zupełnie od tego wolnym. To są po prostu charaktery, tak jak w komediach Moliere'a. Z tym, że to są polskie charaktery.

O sfilmowaniu komedii Aleksandra Fredry twórca myślał już od dawna. Kiedyś, podczas wizyty w Japonii, wpadł na pomysł, aby właśnie tam zrealizować ten dramat. Bo to jest przecież właściwie film Kurosawy - wspominał w Krakowie. Dwóch strasznych samurajów, pomiędzy nimi fantasta taki, jakim był wielki aktor Toshiro Mifune, który wtedy jeszcze żył i o którym właśnie myślałem jako o Papkinie. Jeżeli już jakiś utwór z polskiej literatury, to na pewno "Zemsta" bliżej jest tego zrozumienia, którego domaga się widownia inna niż polska.

Prace rozpoczęły się jednak w kraju i z naszą ekipą. Reżyser zebrał grupę nowych i starych współpracowników, z których każdy wniósł coś nowego do jego ekranizacji. Obok operatora Pawła Edelmana ("Pan Tadeusz"), montażystki Wandy Zeman (także "Pan Tadeusz"), kompozytora Wojciecha Kilara ("Ziemia obiecana") oraz Krystyny Zachwatowicz, która tym razem zajęła się kostiumami, zaangażował wyśmienitych aktorów.

Rejenta zagrał Andrzej Seweryn, z którym Andrzej Wajda zrealizował m.in. "Dyrygenta" i "Dantona", Dyndalskiego - Daniel Olbrychski - aktor jego "Wszystko na sprzedaż", "Panien z Wilka", przede wszystkim zaś "Popiołów", Raptusiewicza - Janusz Gajos. Podczas konferencji o kreacji tego ostatniego filmowiec mówił: Pan Janusz wniósł do postaci Cześnika coś, czego nigdy nie widziałem, więcej nawet - nie bardzo się tego domyślałem. Mianowicie - z jednej strony jest tu ta porywczość, która normalnie bywa wyeksponowana, bo też jest zapisana w słowach Fredry. Z drugiej - nadał on tej postaci jakiś rys dziecinności. To czyni tę postać plastyczną, żywą. Tu nagle zachowuje się tak, jakby był małym dzieckiem - nie wie, jak się do tej Podstolinki zabrać, a tu widać, że jest zabijaką. W grze pana Janusza widać tę sprzeczność. I to jest piękny, bardzo odkrywczy rys - tego się nie spodziewałem. To pan Janusz przyniósł nam w podarku. Aktor zaproponował jeszcze jedną rzecz, aby uczynić ze swojego bohatera blondyna. Na długo przed rozpoczęciem zdjęć powiedział Krystynie Zachwatowicz: Co by było, gdyby Cześnik był blondynem?. Odpowiedź znajdziemy na ekranie.

Rolę Podstoliny, której majątek stanowi obiekt zainteresowania większości bohaterów komedii hrabiego Fredry, Wajda zaproponował Katarzynie Figurze: Myślę, że pani Katarzyna trochę znudziła się tymi samymi rolami, które proponują jej reżyserzy w filmie. To jest bardzo utalentowana aktorka, która mogłaby zrobić niespodziankę w wielu różnych rolach. Ucieszyłem się, że mogę się z nią spotkać. To jest też wspaniale napisana postać, a w polskiej literaturze nie ma wielu kobiecych bohaterek, które mogłyby dać szansę aktorom. Pani Katarzyna to podchwyciła i, myślę, że poczuła, że to jest dla niej jakaś odmiana, coś innego. Włożyła w tę pracę wszystkie swoje umiejętności. Jest aktorką niezwykle wprawną i bardzo utalentowaną.

Najwięcej kontrowersji w polskich mediach na długo przed premierą obrazu wywołał wybór Agaty Buzek do roli Klary. Dlaczego reżyser zdecydował się ją właśnie obsadzić tę postać? Sam odpowiada: Bo to najlepsza aktorka tego młodego pokolenia. Jestem przekonany, że to najsilniejszy i najwspanialszy talent. Klara zwykle w "Zemście" jest dość anemiczną postacią, przeważnie tak się ją odbiera i tak się ją też obsadza. Pomyślałem, że trzeba szukać jakiejś wyrazistości. Uważałem, że to najwłaściwsza decyzja. W "Zemście" widzi się z jednej strony tych rozszalałych przeciwników - Cześnika i Rejenta, którzy gotowi są się pozabijać, z drugiej - jest parka tych młodych - Wacława i Klary, jakby z innej epoki, z romantyzmu - tak sobie patrzą w oczy, coś tam opowiadają. A mi się wydaje, że po takich rodzicach też i takie dzieci są. I one też muszą zaistnieć w filmie, na scenie. W związku z tym trzeba było znaleźć aktorów, którzy temu podołają i sprawią, że te postacie rzeczywiście zaistnieją. Myślę, że nasza Agatka Buzek jest aktorką dostatecznie silną, wyrazistą. Ma wspaniały charakter i widać to wszystko na ekranie.

Tuż przed rozpoczęciem uroczystej premiery, a zaraz po konferencji, twórca zgodził się porozmawiać z nami osobiście.

Dagmara Romanowska: Co stanowiło dla Pana bezpośredni impuls, aby podjąć się realizacji "Zemsty"? W którym momencie powiedział Pan sobie - tak, chcę zrobić ten film?

Andrzej Wajda: Myślałem o tym od dawna, ale odkładałem, jak wiele projektów. Zadecydował taki szczęśliwy, moim zdaniem, zbieg okoliczności. Nagle znalazłem obsadę. Bo żeby zrobić "Zemstę", trzeba zebrać grupę aktorów, którym można powierzyć te bardzo trudne i znane role. To dosyć długo trwało, w międzyczasie pojawiały się różne inne pomysły. Gdy jednak zobaczyłem, że ci aktorzy mogliby zagrać w tych rolach i że mógłbym to zrobić w takim rozległym krajobrazie, jakim jest zamek w Ogrodzieńcu. Dalej, że można by to zrobić w zimie - to zresztą nie jest mój pomysł, tylko Jana Prochyry, to nagle zabiło mi serce. Bo zobaczyłem film, a nie tylko przeniesienie sztuki teatralnej - w końcu można było zrobić z tego równie dobrze teatr telewizji. Ale mi się właśnie wydawało, że jest potrzebny film.

Nie jest to Pana pierwsze zetknięcie z "Zemstą". W 1986 roku wystawił ją Pan razem z aktorami krakowskiego Teatru Starego. Czy tamten spektakl miał jakiś wpływ na obecny film?

Nie byłem zbyt zadowolony z tego przedstawienia. Może dlatego, że mnie się wydawało, że dobrze zrobić dwie obsady, że to przedłuży życie tego spektaklu i da szansę większej grupie aktorów. Tymczasem okazało się, że to sparaliżowało całkowicie to przedsięwzięcie. Ale, co było dla mnie wielce obiecujące, Stary Teatr zagrał to też w przestrzeni plenerowej - na dziedzińcu Collegium Maius w czasie Dni Krakowa. I muszę przyznać, że ta atmosfera, to powietrze, które tam było i jakaś taka zmieniona sceneria oraz to, że wyszliśmy z sali, podpowiedziało mi myśl, że może właśnie "Zemsta" potrzebuje troszkę powietrza i że film łatwiej by mógł poprowadzić ten element. Wszystko to razem dawało mi jakiś materiał. Wiedziałem, o czym jest "Zemsta", zmierzyłem się z nią. Już widziałem aktorów. Zdobyłem także pewne doświadczenie, które starałem się wykorzystać i w filmie.

Kompletując obsadę, myślał Pan o Wojciechu Pszoniaku w roli Papkina. Aktor jednak musiał odmówić, zajęty przedstawieniem w Paryżu. Skąd wziął się pomysł, aby w rolę tę wcielił się Roman Polański?

Miałem bezsenną noc. Pojawił mi się Anioł Reżyserii (uśmiech) i powiedział, że Polański to jest to, a ja sobie przypomniałem, że reżyserowałem go 47 lat temu. Pomyślałem, że to jest dobry pomysł, żeby się znowu spotkać.

Jak pracowało się z nim po tylu latach. W "Pokoleniu" Roman Polański był jeszcze dzieckiem - 16-letnim chłopcem. W międzyczasie stał się twórcą znanym na całym świecie.

(śmiech) Wie pani co mi się najbardziej podobało - że on jest dziś tak samo zawzięty na punkcie doskonałości. Wszystko jedno co robi - czy reżyseruje, czy gra - cokolwiek wykonuje - tak jak i wtedy. Ten człowiek, że tak powiem - czas się go nie ima. I z taką samą zawziętością przystąpił do tej pracy. To, co było bardzo ujmujące, to także fakt, że po tylu latach mieszkania za granicą nie zapomniał języka polskiego i tak brawurowo zrealizował tę rolę w tym języku. Nic go nie tknęło, a przecież on włada kilkoma językami. Na co dzień rzadko mówi po polsku. Myślę zresztą, że to był jeden z powodów, dla których zgodził się przyjąć tę propozycję. Bo mógł, niespodziewanie, zagrać po polsku. Dalej, że znał tę rolę w wykonaniu wielkich aktorów polskich i wiedział, że ma ona swoją legendę. Pracowało mi się z nim dobrze, dlatego że całkowicie się temu poświęcił.

Czy wyłączył się jako reżyser i całkowicie wszedł w rolę aktora?

Tak, i muszę powiedzieć, że bardzo też dopomógł aktorom, zwłaszcza młodym, z którymi grał. Widziałem, jak oni na początku czuli się troszkę speszeni. Pani Agata Buzek opowiadała o tym zresztą w jakimś wywiadzie. On ich ośmielił, dał im szansę, żeby pokazali się z najlepszej strony.

Właśnie, jak wyglądała interakcja pomiędzy tymi wielkimi mistrzami z wieloletnim doświadczeniem: Polańskim, Gajosem, Sewerynem, Figurą i aktorami dopiero rozpoczynającymi swoją karierę - Buzek i Rafałem Królikowskim?

Film to pewna maszyna. Jak rusza, to za każdym razem jest taka sama - czy to dramat, czy komedia, czy to dzieje się w zimie, czy w lecie, czy to jest film trochę większy, czy mniejszy, czy gra Polański, czy ktoś inny. To pewna rzeczywistość, której wszyscy muszą się podporządkować. To jest najtrudniejsza rzecz w filmie. Sądzę, że to dzieło zbiorowe i tylko wtedy film może się udać, jeżeli wszyscy zmierzają w tym samym kierunku. Starałem się więc, żeby tak się stało, żeby te wszystkie talenty nie okiełznać, tylko odwrotnie - żeby dać im szansę, żeby każdy z nich to, co przyniósł ze sobą, to, co chciał dać swojej postaci - mógł zrealizować.

Czy pozwalał Pan aktorom na jakąś improwizację na planie?

To zależy, co rozumie pani pod pojęciem improwizacji. Improwizacja głównie w filmie jest wtedy możliwa, jeżeli nie do końca napisane są dialogi. Bo wtedy aktorzy, żeby uzyskać efekt pewnej przypadkowości, stworzyć wrażenie, że tak powiem, rzeczywistości i takiego życia, które płynie - starają się te dialogi wzbogacać poprzez włączanie własnych słów, zająknień itd. Ale to w filmie mówionym dialogiem wierszowanym jest niemożliwe. Tu pojawia się inny problem, polegający na tym, jak to zrobić, żeby rytm tego wiersza nałożył się na czynności, które robią wrażenie całkowicie naturalnych. Nam bardzo zależało na tym, żeby tu nie było żadnych przeinaczeń, żeby nie było żadnych zmian słów, żeby nie uciekały żadne sylaby. Taka jest jakby kulturalna rola kina wobec narodowej literatury.

Czy nie obawiał się Pan, w jaki sposób na zachowanie oryginalnego wiersza Fredry zareaguje publiczność?

Wierszem jest lepiej, a nie gorzej. Dlatego że wiersz biegnie, ma rozpęd, dialogi wierszem są żywsze i bardziej ekscytujące - po chwili widownia się przyzwyczaja, że będą tak mówić i nie buntuje się przeciwko temu, a odwrotnie - śledzi bardziej te słowa - dlatego, że są one tak kunsztownie powiązane.

"Zemsta" to oczywiście utwór teatralny. Dokonał Pan licznych zabiegów, żeby wydobyć jego filmowość. Czy stąd wypłynęło przeniesienie w czasie do XVIII wieku oraz osadzenie akcji w zimie?

Zima na pewno temu dopomogła. Nie można sobie nawet wyobrazić takiego zabiegu w teatrze. Jednak cofnięcie się miało także i inny cel. Było bardzo świadomym posunięciem. Wydaje mi się, że wszystko jest wtedy wyraźniejsze. "Zemsta" ulokowana w XIX wieku robi się już takim, jak gdyby, echem bo już te kontusze ubierane są od święta, te postacie są cieniem czegoś, co kiedyś było. Lepiej jest przenieść "Zemstę" wcześniej - wtedy, kiedy te postacie istnieją w całej swojej barwie, kiedy te stroje są codziennym ubiorem, kiedy ta rzeczywistość jest rzeczywistością tamtego czasu. Wszystko staje się wówczas o wiele bardziej wyraziste: charakteryzacja, sposób zachowania. A to jest lepsze dla filmu.

Patrząc na "Wesele" i "Zemstę" oraz inne Pana ekranizacje, odnoszę wrażenie, że jest Pan zwolennikiem tego, aby być jak najbliższym oryginałowi literackiemu. A jaki jest Pański stosunek do obrazów takich, jak chociażby "Romeo i Julia" Baza Luhrmana, gdzie tragedię się uwspółcześnia, chociaż język pozostaje bez zmian?

Takie zabiegi podobają mi się. Są utwory, które się do tego dobrze nadają. Szekspir od dawna był przedmiotem tego rodzaju manipulacji. Ja sam wystawiałem "Hamleta" dziejącego się w garderobie aktora, który wychodzi na scenę z Teresą Budzisz-Krzyżanowską w tytułowej roli. I Szekspir jakby nie tyle się poddaje, ile my - tak odebrałem też film Luhrmanna - wydobywamy z niego dzięki temu różne niespodziewane aspekty. Ale nie każda sztuka da się tak przerobić. "Wesele" przerobione na współczesność - nie.

A "Zemsta"?

A "Zemsta" tym bardziej nie ma dzisiaj odpowiednika. Charaktery są takie, jakie widzimy. Myślę, że "Zemstę" warto było zrobić właśnie dlatego, żeby przedstawić polski język taki, jaki jest u Fredry, żeby zabrzmiał on teraz na ekranie.

W czym tkwi sekret tej komedii, że po tylu latach nadal śmieszy kolejne pokolenia odbiorców?

To pewnie cechy genialnego utworu, utworu, który nie pojawia się w naszej rzeczywistości często. Zapewne na nową "Zemstę" musimy jeszcze trochę poczekać.

Jaki będzie Pana kolejny film?

Mam dwa projekty. Pierwszy z nich już od dawna jest przekładany - ciągle nie mogłem znaleźć takiego tekstu literackiego, który dawałby mi szansę zrobienia filmu o Katyniu. W tej chwili sprawa się o tyle zmieniła, iż pan Włodzimierz Odojewski napisał niewielką powieść, która ukaże się w ciągu najbliższych miesięcy w druku i która będzie stanowiła podstawę tego przyszłego filmu. Ciągle też myślę o czymś współczesnym. Taki film jest oczekiwany. Mam pewną ideę, wokół której go montuję. Nie chcę na razie zdradzać szczegółów. Zobaczymy, który z tych filmów zrealizuję wcześniej. To zależy od tego, który scenariusz powstanie jako pierwszy.

Dziękuję za rozmowę.

Od redakcji. Nasz dzisiejszy króciutki wywiad dotyczył przede wszystkim "Zemsty". Liczymy (i pracujemy nad tym), by z panem Andrzejem Wajdą spotkać się na dłużej już wkrótce i by porozmawiać o sprawach nam bliższych (przyszłości polskiego kina, sytuacji młodych twórców...). [KS]


Dagmara Romanowska
  Ocena: 0.0/5
Twoje oceny
Średnia 0 Głosów
Średnia ocena to 0.0 gwiazdek z 5.

 Komentarze

anonimowy
0 pkt.
Dodany 07.05.2010 00:00.
anonimowy
0 pkt.
Zemsta - najnudniejszy film roku!
Dodany 26.11.2009 00:00.
anonimowy
0 pkt.
haha dziadostwo to jest hehehemoticon
Dodany 03.04.2008 00:00.
anonimowy
0 pkt.
Zemsta - najnudniejszy film roku! Figura - co ona tam robi , przy takich znakomitościach jak Polański, Seweryn, Gajos, czy Olbrychski?? Agata Buzek - na plusie
Dodany 30.11.2002 00:00.
anonimowy
0 pkt.
może być nie zasnąłem
Dodany 08.10.2002 00:00.
anonimowy
0 pkt.
dddrrrrrtedrdrrdrdrddrrrtttrrdd gb hyygg tfgtf
Dodany 05.10.2002 00:00.
anonimowy
0 pkt.
Tak troche z boku, to wszelkich odkryc dotyczacych odczytania tekstu, dokonal jakies 80 lat temu chocby Boy-Zelenski. Co tu odkrywac, gdzie te rewolucje? Gajos rewelacyjny jak zawsze, Seweryn ponizej swoich mozliwosci, mnie sie Polanski podobal. Ja lubie Zemste, wiec mnie sie podobalo, ale - poza Gajosem - bez zachwytow.
Dodany 05.10.2002 00:00.
anonimowy
0 pkt.
Czytałem "Zemstę" kilka razy i z opisu Klary wynika że jest to ładna kobieta. Czemu więc pan Wajda obsadził w taj roli Buzkową, której zdolności aktorskie są bardzo wątpliwe, a uroda szpetna, żeby nie powiedzieć paskudna? Czy w naszym kraju nie ma ładniejszych aktorek? Bo wychodzi na to, że pan Wajda chciał wejść w tyłek panu Buzkowi
Dodany 05.10.2002 00:00.
anonimowy
0 pkt.
Jak taki facet jak Wajda (mam na mysli wiek) może tak kłamać? Chyba,że właśnie wiek jest odpowiedzia.
"Nagle znalazłem obsadę"- ciekawe dlaczego tak nagle. W dodatku w tej obsadzie nie było żadnych "odkryć" i nie pokrywa się ona z obsadą filmu! Dlaczego nie przyzna się, że owe "nagle" wynikało z tego, że następnego dnia Kazimierz Tarnas zaczynał budowe dekoracji. To "nagłe" plśnienie Wajdy spowodowało, że większość aktorów owej obsady nie wiedziała , że się w niej znalaza.
Wledy więc miał olśnienie, a teraz zaćmienie.
Dodany 04.10.2002 00:00.
anonimowy
0 pkt.
Pani Dagmaro czemu tak na kolanach? Na tej wazelinie ryzykuje Pani szpagat!!!!
Dodany 04.10.2002 00:00.
anonimowy
0 pkt.
to w ogole jakas kaszana ten Wajda
Dodany 04.10.2002 00:00.
anonimowy
0 pkt.
Wlasnie wrocilem z "Zemsty" i mieszane mam uczucia. Wydaje mi sie ze to po prostu poprawnie przeniesiona na ekran bardoz dobra komedia Fredry. Wajda nic nie wniosl a dobrych pomyslow rezyserskich na lekarstwo. PIEKNY GAJOS!!! Dosc dobry Polanski... Dobry Seweryn... Bardzo dobry Olbrychski... sredni Waclaw i Klara. Ciekawe po co byl wobec tego rezyser skoro aktorzy po prostu odtwarzali dzielo Fredry. Wystarczylby jakis "nadzorca" a nie WIELKI REZYSER - WAJDA... W kazdym razie film nie jest zly...
Dodany 04.10.2002 00:00.
anonimowy
0 pkt.
Załganie mistrza przechodzi wszelkie pojęcie. Wielki Roman z trudem przyswajał tekst, miał słuchawkę w uchu z suflerem, dublera do prób,itp.i wypadł miernie w porównaniu a jakimkolwiek innym polskim aktorem grającym tę rolę (Pokora, Gołas,itp)
O Klarze już internauci się wypowiedzieli. A co do
zabierania projektów kolegom,to własnie dowiedzieliśmy sie ze p.Glinski nie ma szans na film o Katyniu, bo mistrza znowu olśniło. Rzygac się
chce..
Dodany 04.10.2002 00:00.

 Blogosfera

Co się dzieje ?

Koniec świata czy co !! ??

2014

Obejrzane w 2014.